wtorek, 7 marca 2017

szpital

fotografia własna

Szpital

Przerażony Marcin znalazł się w trudnej sytuacji. Z jednej strony poważnie zagrożone było zdrowie jego dziewczyny, z drugiej zaś byli poszukiwani przez policję, o ich ucieczce powiadomiono lokalne media, każdy już prawie znał ich twarze. Nie miał dokąd udać się po pomoc, nie chciał by odebrano im dziecko. Mógł postąpić egoistycznie i namawiać Milenę na dalsze ukrywanie się pomimo jej złego samopoczucia lub poprosić o pomoc. Każda decyzja wydawała się złą, trudno podjąć decyzję w tak trudnych okolicznościach. Nie miał dużo czasu na zastanowienie się, stan nastolatki pogarszał się z każdą godziną. 


Wbrew woli przyszłej matki postanowił odwiedzić pobliskie gospodarstwo. Biegł przez zaspy śniegu przez dzielące ich od wsi pole. Zapukał do drzwi pierwszego domostwa. Choć było mu trudno, poprosił o pomoc. To była trudna decyzja, ale nie miał innego wyjścia, przecież gorączka dziewczyny była tak wysoka, coś złego mogło by się stać jej i dziecku. Gdy kobieta, która otworzyła drzwi parzyła zziębniętemu chłopakowi herbatę, on opowiedział jej chaotycznie całą historię. Ona zaś niezwłocznie  o wszystkim powiadomiła swojego męża, który natychmiast postanowił pojechać po młodą istotę znajdującą się na skraju lasu w opuszczonym domu. Gdy dotarł na miejsce zastał tam wyziębioną dziewczynę, półprzytomna w gorączce wypowiadała bezwiednie słowa: „Nie zabierajcie mi mojego dziecka, nie zabierajcie mi go”, słowa powtarzała cały czas. Nie było z nią żadnego kontaktu werbalnego, dziewczyna na nic nie reagowała, powtarzała tylko wciąż te same słowa: „Nie zabierajcie mi dziecka”. Gospodarz od razu zawiózł dziewczynę do szpitala, wraz z żoną czekał, aż dziewczynę zbada lekarz. 


Gorączka była wysoka, dziewczynka wychłodzona. Milena musiała zostać kilka dni w szpitalu. Po ciężkiej nocy lekarzom udało się zbić temperaturę, badanie ginekologiczne nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Personel szpitala martwił jednak stan psychiki pacjentki, była wystraszona i małomówna, nie chciała odpowiadać na żadne pytania, chciała jak najszybciej opuścić to miejsce. Bała się, że odbiorą jej dziecko. Lekarz prowadzący podjął decyzję, że przyszła matka zostanie pod obserwacją aż do momentu rozwiązania, postanowił też, że powinna zostać przeprowadzona konsultacja psychologiczna. Musiał też powiadomić policję i władze ośrodka, zrobił to niechętnie ale taki był jego obowiązek. Jako starszy stażem człowiek wiele już w swoim życiu widział, zrobiło mu się szkoda pacjentki, chciał jej bardzo pomóc, bardzo polubił swoją podopieczną. Chociaż to wbrew etyce postanowił wtrącić się w całą sprawę i kontrolować całą sytuację…. 

2 komentarze:

  1. Ciekawe jak sie zakonczylo....

    OdpowiedzUsuń
  2. odpowiedź zostanie ujawniona w kolejnych częściach ;) zachęcam do śledzenia ;)

    OdpowiedzUsuń