![]() |
| fotografia własna |
Szpital
Przerażony Marcin znalazł się w trudnej sytuacji. Z jednej
strony poważnie zagrożone było zdrowie jego dziewczyny, z drugiej zaś byli
poszukiwani przez policję, o ich ucieczce powiadomiono lokalne media, każdy już
prawie znał ich twarze. Nie miał dokąd udać się po pomoc, nie chciał by
odebrano im dziecko. Mógł postąpić egoistycznie i namawiać Milenę na dalsze
ukrywanie się pomimo jej złego samopoczucia lub poprosić o pomoc. Każda decyzja
wydawała się złą, trudno podjąć decyzję w tak trudnych okolicznościach. Nie miał
dużo czasu na zastanowienie się, stan nastolatki pogarszał się z każdą godziną.
Wbrew woli przyszłej matki postanowił odwiedzić pobliskie
gospodarstwo. Biegł przez zaspy śniegu przez dzielące ich od wsi pole. Zapukał do
drzwi pierwszego domostwa. Choć było mu trudno, poprosił o pomoc. To była
trudna decyzja, ale nie miał innego wyjścia, przecież gorączka dziewczyny była
tak wysoka, coś złego mogło by się stać jej i dziecku. Gdy kobieta, która
otworzyła drzwi parzyła zziębniętemu chłopakowi herbatę, on opowiedział jej chaotycznie
całą historię. Ona zaś niezwłocznie o
wszystkim powiadomiła swojego męża, który natychmiast postanowił pojechać po
młodą istotę znajdującą się na skraju lasu w opuszczonym domu. Gdy dotarł na
miejsce zastał tam wyziębioną dziewczynę, półprzytomna w gorączce wypowiadała
bezwiednie słowa: „Nie zabierajcie mi mojego dziecka, nie zabierajcie mi go”,
słowa powtarzała cały czas. Nie było z nią żadnego kontaktu werbalnego, dziewczyna
na nic nie reagowała, powtarzała tylko wciąż te same słowa: „Nie zabierajcie mi
dziecka”. Gospodarz od razu zawiózł dziewczynę do szpitala, wraz z żoną czekał,
aż dziewczynę zbada lekarz.
Gorączka była wysoka, dziewczynka wychłodzona. Milena
musiała zostać kilka dni w szpitalu. Po ciężkiej nocy lekarzom udało się zbić
temperaturę, badanie ginekologiczne nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Personel
szpitala martwił jednak stan psychiki pacjentki, była wystraszona i małomówna,
nie chciała odpowiadać na żadne pytania, chciała jak najszybciej opuścić to
miejsce. Bała się, że odbiorą jej dziecko. Lekarz prowadzący podjął decyzję, że
przyszła matka zostanie pod obserwacją aż do momentu rozwiązania, postanowił
też, że powinna zostać przeprowadzona konsultacja psychologiczna. Musiał też powiadomić
policję i władze ośrodka, zrobił to niechętnie ale taki był jego obowiązek. Jako
starszy stażem człowiek wiele już w swoim życiu widział, zrobiło mu się szkoda
pacjentki, chciał jej bardzo pomóc, bardzo polubił swoją podopieczną. Chociaż to
wbrew etyce postanowił wtrącić się w całą sprawę i kontrolować całą sytuację….

Ciekawe jak sie zakonczylo....
OdpowiedzUsuńodpowiedź zostanie ujawniona w kolejnych częściach ;) zachęcam do śledzenia ;)
OdpowiedzUsuń