piątek, 15 grudnia 2017

wpływ dzieciństwa na przyszłość


Czy zastanawialiście się kiedyś...
Czy zastanawialiście się kiedyś jak wasze dzieciństwo i doświadczenia z wchodzenia w dorosłe życie wpłyną na wasze życie? Pomyślicie, że znikome a jednak.

Brak wsparcia i miłości, zrozumienia spowodował, że szukałam miłości gdziekolwiek, miało to późniejsze konsekwencje w wyborze partnerów.
Dorastanie nie było kolorowe, myśląc, że nic nie znaczysz, że nic nie osiągniesz szukasz akceptacji gdziekolwiek. I tu pojawia się prawdziwy problem, kolosalne konsekwencje i emocjonalne podejmowanie decyzji.
W tym momencie szuka się akceptacji u partnera, nie zawsze ten partner ma dobre zamiary, gdy on daje ci poczuci bezpieczeństwa i akceptacji, ma również ogromny wpływ na twoją psychikę, z łatwością manipuluje twoimi uczuciami i emocjami, każda twoja decyzja jest zależna od niego. Zrobisz wszystko by go nie rozczarować, większość z tego będzie stanowiła wymuszenia emocjonalne, strach przed odrzuceniem i strata jest większy niż poczucie własnej godności.

Ja ciągle naginałam swoje zasady, robiłam wszystko by było dobrze, gdy tylko chciałam zrobić coś dla siebie, ten ktoś wyjątkowy odnajdywał nową miłość, porzucając bez słowa, wmawiając, że wszystko jest moją winą.

Gdy tylko jego losy płatały mu figla wracał, a ja zawsze czekałam z nadzieją, że to ja jestem ta wyjątkowa. Czułam się winna, że nie mam czasu dla niego bo muszę się uczyć. Wpadałam w poczucie winy informując o przeprowadzce do innego miasta. Kolejna awantura i manipulacja. Wmawianie, że jesteś zła, że jest miliony innych fajniejszych, ładniejszych czekających na swoją chwilę.

Załamujesz się ale idziesz dalej podnosisz się, i kolejny raz upadasz. Znów szukasz akceptacji w niewłaściwym miejscu. Ile jeszcze razy zaufasz, ile razy jeszcze będziesz cierpieć?


I po co Ci to? Po co te łzy?
 Po co to szukanie poczucia bezpieczeństwa?
 Przecież wszystko zależy od Ciebie. Nie ważne jak długo będziesz sama, zawsze żyj tylko i wyłącznie dla siebie, bo świat się zmienia a ludzie zawodzą. Bądź fer wobec siebie,, odrobina egoizmu nikomu nie zaszkodziła jeszcze.

niedziela, 11 czerwca 2017

dzieci ulicy

Dzieci ulicy ;(

widząc wczoraj gromadkę zaniedbanych dzieci pozostawionych samych sobie bez opieki i zainteresowania osób dorosłych, nudzących się i biegających między samochodami, zrobiło mi się naprawdę przykro, że nie mam możliwości zapewnić im towarzystwa i jakiegoś zajęcia, tym bardziej, że w grupie tej były też zaledwie kilkuletnie dzieci, które mogły sobie zrobić krzywdę...
niektórzy rodzice są naprawdę naprawdę nieodpowiedzialni.

Trzeba coś z tym zrobić jakoś dotrzeć do nich i im pomóc, to naprawdę mądre dzieci. Żałuję, że byłam w pracy i nie mogłam się nimi chociaż trochę zająć.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

co dalej???

Zastanawiacie się pewnie co dalej???



Psycholog szpitalny postanowiła zrobisz wszystko, by młoda dziewczyna po urodzeniu dziecka miała szansę opiekować się nim. Po zebraniu obszernej dokumentacji i przedstawieniu szczegółowej diagnozy udała się do sądu rodzinnego w celu ponownego rozpatrzenia sprawy. Niechętnie ustalono termin rozprawy.
Przygotowano także kilka wariantów szczegółowych działań, każdy schemat miał odpowiedni odnośnik do ewentualnej decyzji sądu. Było to niezbędnym działaniem, mającym na celu zabezpieczyć przyszłość dziewczyny. Miało to też na celu formę obrony podczas rozprawy sądowej.
Dni mijały szybko, nadchodził dzień porodu. Przyspieszono więc termin spotkania w sądzie. Sytuacja była trudna, oskarżenie wyciągało kolejne argumenty mające na celu pogrążenie nieletniej. Na szczęście obrona miała świetne kontrargumenty oraz kilka świetnych propozycji rozwiązań. Zdawało by się, że czas stoi w miejscu, sekunda za sekundą sytuacja robiła się coraz bardziej skomplikowana. Nic nie było takim jak wydawało się przed wejściem na salę sądową. Milena straciła już nadzieję. Zwątpiła w to, że kiedykolwiek uda jej się otrzymać prawo do opiekowania się dzieckiem.

Po długim namyśle, już bez obecności dziewczyny podjęto decyzję….

niedziela, 12 marca 2017

kolejne dni w szpitalu

Kolejne dni w szpitalu

fotografia własna




Kolejne dni pobytu w szpitalu mijały szybko, gorączka spadła, opuchlizna ustąpiła. Z dnia na dzień dziewczyna czuła się coraz lepiej. Czuła jednak niepokój, całymi godzinami zamartwiała się o los jej synka. Nocami gdy nikt nie widział płakała w poduszkę, a czas porodu zbliżał się nieubłaganie. Nie wiedziała jak postąpić, czy ponownie uciekać narażając życie swoje i dziecka? 


Na oddziale poznała młodego studenta odbywającego praktykę w szpitalu. Chłopak wiele czasu poświęcał na rozmowy z Mileną. Wspólnie z chłopakiem przyszłej matki postanowili znaleźć najlepsze rozwiązanie. Obaj zgłosili się po poradę do psycholog która znała już sytuację dziewczyny. Nikt z nich nie chciał zostawić nastolatki samej z tym problemem. Psycholog po naradzie z lekarzami postanowiła, że dziewczyna jeszcze przez jakiś czas po porodzie zostanie na oddziale pod fachową opieką psychologa. Wraz z lekarzem kobieta postanowiła wystawić pozytywną opinię przyszłej matce i interweniować w sądzie o zamianie kary dla Mileny z pobytu w ośrodku na nadzór kuratora. Przedstawiona została pełna diagnoza zawierająca rokowania na przyszłość oraz chęć poprawy, w dokumencie tym zawarte były także powody, które kierowały zachowaniem dziewczyny przed umieszczeniem jej w ośrodku.

Pozostało tylko czekać na wyniki, oraz decyzję sądu. Był to trudny czas dla wszystkich a cała procedura może trwać bardzo długo a jej wynik może być różny.

wtorek, 7 marca 2017

wizyta

Trudna wizyta


fotografia własna, autor kompozycji nieznany
Nadszedł czas trudnej rozmowy. Przebywająca w szpitalu Milena musiała zmierzyć się z największym wyzwaniem- rozmową z psychologiem. Całą noc się zastanawiała czy ta rozmowa będzie przebiegała tak jak poprzednie wzbudzające w niej poczucie winy, ukazujące jej złe zachowanie, dyskusje pełne oskarżeń w jej stronę. Pomimo wszystko dzielna dziewczyna chciała mieć już to za sobą, było jej wszystko jedno jak przebiegnie ta rozmowa, byle tylko już nie musieć do tego wracać. 

Ku zaskoczeniu dziewczyny na spotkanie przyszła młoda kobieta zaraz po studiach, była miła. Przedstawiła się powiedziała kilka słów o sobie, o celu jej wizyty. Uprzedziła swoją rozmówczynię o zadawaniu trudnych dla niej pytań oraz o tym, że rozmowa jest dobrowolna i do niczego nie zobowiązuje a wszystkie powierzone jej tajemnice zostaną miedzy nimi. Milena nie do końca ufała kobiecie ale postanowiła zaryzykować. Podczas sesji terapeutycznej padło wiele trudnych pytań na które obie panie szukały odpowiedzi. Przeprowadzona została szczegółowa diagnoza postępowania dziewczyny. Rozmowa miała luźny charakter, ale z jej treści można było wyciągnąć wiele wniosków. Młoda psycholog była zaskoczona, że tak młoda osoba tyle w życiu przeszła, złość narastała z każdą chwilą, ale nie na dziewczynkę a na przebieg sprawy. Cały czas zastanawiała się dlaczego wcześniej nie została przeprowadzona szczegółowa diagnoza? Dlaczego nikt nie zastanawiał się nad motywami postępowania oskarżonej? Dlaczego wszyscy przeszli obok cierpienia tego dziecka obojętnie?  Czuła się bezsilna, zwątpiła w słuszność swojego zawodu. A dlaczego? Bo nigdy nie przyszło jej do głowy, że psycholog, pedagog i służby mające pomagać mogą być tak bezduszne,  obojętne, pozbawione empatii i  choćby odrobiny współczucia.

Podczas tej rozmowy powstała szczegółowa diagnoza, przedstawiona w pierwszej części tej historii. Zawierała wszelkie motywy postępowania, nie usprawiedliwiające zachowania diagnozowanej ale ukazujące jej pobudki oraz rokowania na przyszłość.

Młoda psycholog całą noc zastanawiała się w jaki sposób mogła by pomóc dziewczynie, jej i innym przyszłym młodym matkom pokrzywdzonym przez los. Zrozumiała by gdyby nowo narodzone dziecko odbierano wychowankom ośrodka nie rokującym poprawy, ale przecież Milena poprawiła stopnie, pomagała w codziennych obowiązkach i była opiekuńcza. Dlaczego więc ma się ją pozbawić radości płynącej z macierzyństwa? Dlaczego zabiera jej się możliwość skutecznej resocjalizacji mającej na celu przygotowanie jej do dorosłego życia i odpowiedzialnego macierzyństwa?

Tej nocy w jej głowie narodził się pewien projekt ale o tym później…

szpital

fotografia własna

Szpital

Przerażony Marcin znalazł się w trudnej sytuacji. Z jednej strony poważnie zagrożone było zdrowie jego dziewczyny, z drugiej zaś byli poszukiwani przez policję, o ich ucieczce powiadomiono lokalne media, każdy już prawie znał ich twarze. Nie miał dokąd udać się po pomoc, nie chciał by odebrano im dziecko. Mógł postąpić egoistycznie i namawiać Milenę na dalsze ukrywanie się pomimo jej złego samopoczucia lub poprosić o pomoc. Każda decyzja wydawała się złą, trudno podjąć decyzję w tak trudnych okolicznościach. Nie miał dużo czasu na zastanowienie się, stan nastolatki pogarszał się z każdą godziną. 


Wbrew woli przyszłej matki postanowił odwiedzić pobliskie gospodarstwo. Biegł przez zaspy śniegu przez dzielące ich od wsi pole. Zapukał do drzwi pierwszego domostwa. Choć było mu trudno, poprosił o pomoc. To była trudna decyzja, ale nie miał innego wyjścia, przecież gorączka dziewczyny była tak wysoka, coś złego mogło by się stać jej i dziecku. Gdy kobieta, która otworzyła drzwi parzyła zziębniętemu chłopakowi herbatę, on opowiedział jej chaotycznie całą historię. Ona zaś niezwłocznie  o wszystkim powiadomiła swojego męża, który natychmiast postanowił pojechać po młodą istotę znajdującą się na skraju lasu w opuszczonym domu. Gdy dotarł na miejsce zastał tam wyziębioną dziewczynę, półprzytomna w gorączce wypowiadała bezwiednie słowa: „Nie zabierajcie mi mojego dziecka, nie zabierajcie mi go”, słowa powtarzała cały czas. Nie było z nią żadnego kontaktu werbalnego, dziewczyna na nic nie reagowała, powtarzała tylko wciąż te same słowa: „Nie zabierajcie mi dziecka”. Gospodarz od razu zawiózł dziewczynę do szpitala, wraz z żoną czekał, aż dziewczynę zbada lekarz. 


Gorączka była wysoka, dziewczynka wychłodzona. Milena musiała zostać kilka dni w szpitalu. Po ciężkiej nocy lekarzom udało się zbić temperaturę, badanie ginekologiczne nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Personel szpitala martwił jednak stan psychiki pacjentki, była wystraszona i małomówna, nie chciała odpowiadać na żadne pytania, chciała jak najszybciej opuścić to miejsce. Bała się, że odbiorą jej dziecko. Lekarz prowadzący podjął decyzję, że przyszła matka zostanie pod obserwacją aż do momentu rozwiązania, postanowił też, że powinna zostać przeprowadzona konsultacja psychologiczna. Musiał też powiadomić policję i władze ośrodka, zrobił to niechętnie ale taki był jego obowiązek. Jako starszy stażem człowiek wiele już w swoim życiu widział, zrobiło mu się szkoda pacjentki, chciał jej bardzo pomóc, bardzo polubił swoją podopieczną. Chociaż to wbrew etyce postanowił wtrącić się w całą sprawę i kontrolować całą sytuację…. 

wtorek, 24 stycznia 2017

wielka ucieczka

Wielka ucieczka
Wszystko spakowane w jeden plecak, kilka kanapek zrobionych przy śniadaniu, butelka wody, ciepły sweter, kurtka i koc,- tylko tyle mogła zabrać.

 Był grudzień, zimny wieczór, do wolności pozostał tylko jeden płot, wysoki płot, a skok był naprawdę ryzykowny. Przecież mogła spaść niefortunnie, zrobić krzywdę sobie a nawet dziecku. 

Długo nad tym myślała, nawet się wahała, ale za wszelką cenę chciała zachować przy sobie swoje maleństwo. Po drugiej stronie czekał na nią chłopak, oboje wiedzieli, że od tego momentu będą musieli sobie radzić sami.
 Kilka szybkich oddechów i wdrapała się na wysoki płot, i skoczyła. Nareszcie była z nim i to się dla niej najbardziej liczyło, pod wpływem adrenaliny i natłoku emocji w pierwszej chwili nie odczuła upadku. 
Gdy już szli razem przed siebie Milena odczuwała już silny ból ręki, mimo wszystko zbagatelizowała to, twierdziła, ze to tylko kilka niegroźnych stłuczeń. Marcin zmartwił się, chciał nawet by poszli razem do szpitala. Dziewczyna jednak była nieugięta, uparcie twierdziła, że to nic takiego i postanowiła iść dalej. Błąkali się po okolicy aż do świtu. Dotarli na dworzec, nie wiedzieli co dalej. Chwila namysłu i spontaniczna decyzja-wsiadają do pierwszego pociągu jaki pojawi się na stacji.



Mieli niewiele oszczędności, postanowili pojechać na gapę. 
W obawie przed kontrolą postanowili wysiąść na następnej stacji. 
Niedaleko była wieś, znaleźli opuszczony budynek, było naprawdę zimno, do ogrzania się mieli tylko ciepłe kurtki i koce które chłopak spakował do dużej torby, mieli też niewiele jedzenia, starczyło  tylko na jeden posiłek. 
Tej nocy poszli spać głodni.
Następnego ranka Marcin postanowił pójść do okolicznych gospodarstw i poprosić o coś do jedzenia, czuł się odpowiedzialny za dziewczynę w zaawansowanej ciąży. Martwił się, nie chciał by jej i dziecku stało się coś złego. 
W każdym z domostw otrzymał ciepły posiłek który zapakował na wynos, poprosił też o ciepłą herbatę w butelce niby na dalszą drogę. 
Tak naprawdę wrócił do opuszczonego gospodarstwa.
Dopiero teraz zauważył, że w opuszczonym miejscu jest piec, poprzedni właściciel nie zabrał ze sobą wszystkiego, w jednym z pokoi w którym zawalił się dach zostało kilka przedmiotów codziennego użytku takich jak kołdra i poduszki. 
Cały dzień złościł się na siebie, że wcześniej dokładniej nie sprawdził ruin gospodarstwa. 
Pustostan ten znajdował się w dużej odległości od pozostałych domostw. 
Stał praktycznie na skraju lasu. Postanowili, że zostaną tu kilka dni, dopóki okoliczni mieszkańcy nie zaczną czegoś podejrzewać. 
Każdego dnia odwiedzał inną część wioski i prosił o pomoc. Zazwyczaj ludzie byli mili i chętnie pomagali.
Nie mogli jednak zostać tam długo. 

Gdy postanowili wyruszyć w dalszą drogę Milena strasznie źle się czuła, ręka coraz bardziej ją bolała, a gorączka uniemożliwiała dalszą podróż. Co teraz zrobią? 
Gorączka jest coraz większa a opuchlizna na ręce nie wygląda najlepiej…



Jak postąpią? Czy Marcin narazi zdrowie i życie swojej dziewczyny i dziecka? Czy jednak postanowi przerwać ucieczkę i zgłoszą się do jakiejś instytucji o pomoc?

jak żyć???

fotografia własna


 Jak rozwiązać ten problem? 

Co zrobić by młode matki miały jednak możliwość opiekowania się dzieckiem? Przecież tak wiele dziewczyn trafia do ośrodka bo sytuacja życiowa zmusiła je do zejścia na złą ścieżkę. Nawet więźniarki za często dużo większe zbrodnie mają więcej praw, niż takie młode dziewczynki, - dziewczynki, które przecież są bezsilne, przez wiele lat w rodzinnych domach pozostawały bez opieki, nikt im nie pomagał, nie zainteresował się ich losem. Chcą one dać swojemu dziecku miłość jakiej same nie uzyskały w dzieciństwie.

Zaskakujące jest dla mnie to, że w więzieniach dla kobiet są specjalne oddziały dla matek z małym dzieckiem, dziecko wychowuje się za więziennymi murami. Gdzie jest wiele kobiet z zarzutami nawet zabójstwa. 

Dlaczego więc te młode matki z ośrodków nie mogą mieć podobnych praw? Często są one bardziej dojrzałe i opiekuńcze niż niejedna dorosła kobieta, która wiele lat dziecko planowała.

Jak reagują podopieczne takich ośrodków, gdy im się dziecko zabiera? 
Nie wiem. Ale z całą pewnością mogę być pewna, że ja na ich miejscu była bym zła, atakowałabym wszystkich dookoła, obwiniała bym całe otoczenie za zaistniałą sytuację. Nie pozwoliła bym sobie odebrać dziecka, uciekałabym jak najdalej, nie zastanawiałabym się ani chwili. 

Bez wątpienia wiele nieletnich matek przebywających w takim ośrodku zrobiło by to samo, przy okazji nieświadomie narażając swoje i dziecka życie na niebezpieczeństwo. 

Poród gdzieś na dworcu albo w innym nieciekawym miejscu, pełnym nieżyczliwych ludzi i niebezpieczeństw. a przecież można było by tego wszystkiego uniknąć. 
Tylko jak? Wciąż zadaje sobie to pytanie i niestety nie znam na nie odpowiedzi. 

Wszyscy jesteśmy bezsilni. Można powiedzieć, że nas to nie dotyczy, można przejść obok i nic nie zrobić. Udawać, że nic się nie dzieje? Ja tak nie umiem, i szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak im pomóc, 

środa, 18 stycznia 2017

sytuacja bez wyjścia

Sytuacja bez wyjścia


Dziś nadszedł czas trudnej rozmowy. Wychowawca Milenki wraz z psychologiem długo się do niej przygotowywali, czekali na odpowiedni moment by przekazać dziewczynce smutną wiadomość, która może zaważyć na całym jej życiu.

Jak wiecie w ośrodkach wychowawczych dla dziewcząt nie ma odpowiednich warunków do przebywania noworodka, w każdym przypadku ciąży nieletniej dziecko jest oddawane w opiekę rodzinie zastępczej lub trafia do domu dziecka.

Przykre jest to, że odbiera się młodej matce możliwość opiekowania się własnym potomkiem i budowania z nim więzi. Bo przecież pierwsze dni są najważniejsze, pierwsze kąpiele, przewijanie i karmienie piersią. Przykre jest to, że odbiera się im tą możliwość już pierwszego dnia.

Wychowawca wraz z psychologiem starali się bardzo delikatnie przygotować nastolatkę do nowej sytuacji, była to dla wszystkich bardzo smutna rozmowa. Dorosły mężczyzna sprawujący opiekę nad dziewczętami widział przecież nie jedno a mimo to łzy napływały mu do oczu gdy przekazywał dziewczynce tą złą wiadomość. 

W głębi serca było mu szkoda dziewczynki, cały czas się zastanawiał jakim prawem odbierają tej młodej kobiecie możliwość bycia matką, przecież tak wiele w swoim życiu zmieniła, poprawiła oceny, dużo czytała o opiece nad noworodkami, robiła na drutach buciki, szyła kaftaniki. 
Jak można odebrać jej radość z bycia matką?  Zrozumiał by decyzję gdyby jego podopieczna nie wyrażała żadnego zainteresowania dzieckiem, w tym przypadku jest wręcz przeciwnie, ona pokochała to dziecko od pierwszego dnia, od momentu gdy dowiedziała się o ciąży. Jest  to przecież zaradna dziewczynka, opiekowała się już młodszym rodzeństwem.

Popełniła wiele błędów ale zmusiła ją do tego sytuacja życiowa. Postanowił więc, że zrobi wszystko by dziewczynka miała kontakt z swoim synkiem.


Ale o tym już w dalszej części tej historii.

niedziela, 15 stycznia 2017

Milenka

Pamiętacie Milenkę???

Milenka to 16 letnia wychowanka ośrodka szkolno-wychowawczego, trafiła tam za kradzieże, wagarowanie i złe zachowanie. 
Dziewczynka gdy trafiła do ośrodka była już w ciąży. Jesteście ciekawi jej dalszych losów???

O tym, że jest w ciąży dowiedziała się podczas badań kontrolnych, nie dziwił jej fakt braku miesiączki i złe samopoczucie, nie zwróciła na to uwagi, była przyzwyczajona do takich objawów, niedożywienie organizmu, brak snu i liczne obowiązki doprowadziły do anemii. 
Milenka trafiła do lekarza w skrajnym wyczerpaniu fizycznym i psychicznym.
Diagnoza lekarza była druzgocząca, złe wyniki morfologii, anemia i 3 miesiąc ciąży. Ciąża zagrożona, powodem była anemia i przemęczenie oraz niedożywienie.

Wieść o ciąży była dla niej szokiem, przecież sama była jeszcze dzieckiem, mimo tego nie myślała ona tedy o sobie a o tym jak poradzi sobie z trójką małych dzieci, - przecież po osiągnięciu pełnoletniości chciała zostać rodziną zastępczą dla młodszego rodzeństwa. 
Zaskakujące dla mnie jest to jak dużo siły w sobie miała, w jednej chwili jej plany musiały ulec gwałtownej zmianie a jednak nie myślała wtedy o sobie. Jej myśli zaprzątało widmo wychowywania trójki dzieci bez wykształcenia i dobrej pracy. Wieczorami zastanawiała się nad tym jak powinna postąpić, jedno wiedziała na pewno, kochała już to dziecko.
Wraz z chłopakiem mieli dalekie plany, wymyślali już imię dla dziecka, wymarzony dom, pokoje dla rodzeństwa Milenki itd., chociaż  byli bardzo młodzi cieszyli się na myśl, że zostaną rodzicami, planowali liczną rodzinę, dom z ogródkiem i trójką dzieci, to marzenie miało się niedługo spełnić. 

Marcin kochał Julię i Krystiana tak jak by i oni byli jego dziećmi. Chłopak mimo swojego młodego wieku, postanowił mając 17 lat podjąć się dodatkowej pracy by odłożyć chociaż drobne kwoty na utrzymanie siebie i swojej przyszłej rodziny. 

Rodzice Marcina nie byli zadowoleni z faktu, ze ich syn zostanie ojcem. Sami nie wiele mieli, nie stać było ich na utrzymanie potomka ich latorośli.

Ku zdumieniu wszystkich przyszli rodzice poprawili oceny, uczęszczali regularnie do swoich szkół, bardzo dużo czytali o wychowywaniu dzieci. Dziewczyna miała już trochę doświadczenia w opiece nad niemowlęciem, w końcu była matką dla młodszego rodzeństwa. 

Wychowawcy zauważyli, że ich podopieczna systematycznie wykonuje swoje obowiązki, doskonali umiejętności gotowania i sprzątania a nawet znalazła nową pasję. 

Wieczorami gdy pozostałe dziewczyny oglądały telewizję, ona zajmowała się robieniem na drutach małych bucików oraz szyciem ubranek dla noworodka. Część z swoich prac postanowiła przekazać do pobliskiego domu dziecka, pozostałe odłożyła dla swojego synka o którym marzyła, niezapomniana też o maluchach czekających na nią w domu. 

Podczas zajęć z psychologiem zastanawiała się nad losem rodzeństwa, wraz z pedagogiem stwierdzili, że postarają się o to by trafiło ono pod opiekę odpowiednich instytucji. To było najlepsze rozwiązanie.
Tak młoda i zdeprawowana osoba pokazała, że jest miłą i spokojną, a zarazem przerażoną dziewczynką potrzebującą pomocy. Pod skorupą złośliwości i arogancji kryła się piękna i zdolna młoda kobieta, która bardzo szybko nadrabiała zaległości i pomagała w nauce pozostałym, uczęszczała na dodatkowe zajęcia i zamiast oglądać telewizję ja inni dużo czytała i rozwijała swoje nowe pasje.

jak działają fundacje

Nagonka na fundacje i zbiórki charytatywne

Dlaczego w ostatnim czasie tak dużo słyszy się o krytykowaniu organizacji pozarządowych? 

Najpopularniejszym zarzutem jest to, że większość kwoty organizatorzy przytulają do siebie.

Jest styczeń, a więc czas zbiórki na Wielką Orkiestrę Świątecznej pomocy, która swoją działalność rozpoczęła równo 25 lat, można powiedzieć, że jest tak stara jak ja. 
Co rok organizowane SA zbiórki, koncerty i aukcje. Wiele znanych osobistości włączyło się w akcje oddając swoje najcenniejsze rzeczy i nagrody na aukcje, dołączony autograf dodatkowo zwiększa wartość licytowanego przedmiotu. 
Co rok wielu młodych ludzi zbiera się jednego dnia by wspólnie kwestować i zbierać pieniądze na szczytny cel,- w tym przypadku jest to sprzęt medyczny, który tak naprawdę powinno nam zapewnić państwo, które podczas całego naszego życia zbiera milionowe składki zdrowotne i podatki.


Nie rozumiem więc skąd zarzuty o korupcję, o kradzież, zatajanie prawdziwej zebranej kwoty itd. Chcę wam przedstawić kilka istotnych spraw działania wszystkich fundacji. Przecież nie pracują one tylko w ten jeden wybrany dzień, takie akcje to wiele tygodni przygotowań, - wiem bo sama planuję w przyszłości piknik podczas którego będzie można oddać krew.
W każdej fundacji zatrudnia się księgową i innych pracowników administracji. Wyobrażacie sobie, że tacy ludzie pracują na cały etat przez cały rok nie pobierając chociażby symbolicznego wynagrodzenia? A może wy zechcielibyście pracować cały rok za darmo? 
Kolejnym istotnym elementem jest opłacenie rachunków telefonicznych, faktur za artykuły biurowe, czy renowację sprzętu
Jest to akcja na cały kraj a nawet wykracza poza jej granice, wyobraźcie sobie ogrom kosztów za wydrukowanie materiałów reklamowych, serduszek, identyfikatorów, wszystkich umów itd., przecież nikt nie wyłoży z własnej kieszeni aż tak wysokich kwot. A może ktoś z was podjął by takie wyzwanie? Nawet na jednorazową akcję na mniejszą skalę? 
Bo ja szczerze wątpię. To jest ogromna odpowiedzialność, zdobywanie pozwoleń na imprezy masowe, nowych sponsorów, współpraca ze szpitalami, fundacjami i innymi organizacjami, kontakt z placówkami, licznymi firmami i przedsiębiorstwami.

Każda taka akcja WOŚP to wiele papierkowej roboty, każdy kwestujący wolontariusz musi rozliczyć się z zawartości „puszki”, każda kwota jest dokładnie spisywana w raporcie, ( po zakończeniu wolontariusz otrzymuje dyplom wraz z zawartą na nim zebraną kwotą), także każda licytacja jest dokładnie księgowana, dokładnie ponieważ obowiązkiem banku jest zaksięgowanie każdego przelewu, myślę, że także fundacja posiada swoje raporty, chociażby po to by nie pomylić kwot. Zapewniam was, że takie fundacje muszą rozliczyć się z każdej wydanej złotówki, właściciele, którzy prowadzą własne firmy i księgowe potwierdzą jak wiele papierkowej roboty jest z raportami, fakturami, rachunkami itd. Każda fundacja to taka mała firma, z tym, że ta firma pracuje na lepsze jutro, na zapewnienie nam możliwości leczenia specjalistycznym sprzętem.


Czy ktoś z was jeszcze wątpi w sens działania różnych fundacji, a może nadal twierdzi, że to łatwa praca i przytulanie cudzych pieniędzy? Nie chcesz nie wspieraj, ale nie zaglądaj do cudzych kieszeni, bo nikt z wolontariuszy nie zmusza do wrzucania chociażby grosika to puszek, nie stoi nad człowiekiem i siłą wyciąga z kieszeni. Zastanów się czy Ty podołałbyś tak dużej odpowiedzialności, i czy dałbyś radę pracować cały rok bez chociażby złotówki wynagrodzenia, ja np. nie zrezygnowała bym ze swojej pensji, ponieważ za coś trzeba żyć, trzeba kupić ubranie, coś do jedzenia, utrzymać rodzinę.

czwartek, 12 stycznia 2017

pomyślmy chwilkę o tych którzy mają gorzej...

DIAGNOZA MILENY
MILENA
16
Młoda gimnazjalistka, uciekła z domu, pomimo ogromu wiedzy ma słabe stopnie, wagarowała, kradła, liczne sprawy w sądzie za  niewypełnianie obowiązku szkolnego i kradzieże, wyrokiem sądu trafiła do ośrodka szkolno-wychowawczego. Gdy dowiedziała się o ciąży była już w ośrodku, poprawiła oceny, przestała się awanturować, czyta o wychowywaniu dziecka, o pielęgnowaniu noworodka itd.,
Jolanta
36
Matka Mileny, bezrobotna, alkoholiczka, nie ma stałego partnera, w domu często bywają obcy mężczyźni, jest agresywna, nie interesuje się dziećmi, często je bije, znana opiece społecznej z wyłudzania pomocy finansowej,
Andrzej
44
Ojciec dziewczyny, były narkoman, przebywa w wiezieniu, wyroki za sprzedaż i posiadanie dużych ilości narkotyków oraz wymuszenia i rozboje, nie interesuje się losem córki.
Julia i Krystian
6 i 4
Rodzeństwo Mileny, ojciec dzieci nieznany, prawdopodobnie jeden z licznych partnerów matki, Julia nie wywiązuje się z obowiązku szkolnego, dzieci chodzą godne i zaniedbane. Wcześniej opiekowała się nimi dziewczyna osadzona w ośrodku,
 (opracowanie własne)

zdj zapożyczone




OPINIA SĄSIADÓW:
Milena to miła i grzeczna dziewczynka, opiekowała się młodszym rodzeństwem. Pochłonięta wychowywaniem rodzeństwa i prowadzeniem domu zaniedbała szkołę, kiedyś byłą wzorową uczennicą w ostatnim czasie często uciekała z domu, miało to miejsce gdy matka przyprowadzała do domu kolejnego partnera. Gdy matka była pijana często było słychać krzyki, dziewczyna była bita i zaniedbana. Często widywano ją jak pracowała przy sezonowych zbiorach owoców by kupić rodzeństwu ubranie i coś do jedzenia, nigdy nie posądzili by jej o kradzieże.

OPINIA NAUCZYCIELI:
Kiedyś dobra uczennica, od jakiegoś czasu agresywna i arogancka, często przychodziła do szkoły niewyspana i w brudnych, starych ubraniach, nie miała odpowiednich przyborów szkolnych ani podręczników, często uciekała z lekcji, wyśmiewana przez innych uczniów wstrzymała bójki. W wieku 15 lat zaszła w ciąże za co została ze szkoły wydalona, oficjalnym powodem podanym w dokumentach były liczne bójki, wagary i agresja ze strony dziewczynki.

OPINIA OPIEKI SPOŁECZNEJ
Rodzina funkcjonalna, nie zauważono żadnych znamion przejawu patologii.

NOTKA POLICYJNA:
Dziewczyna arogancka, oskarżona o liczne kradzieże słodyczy i jedzenia w okolicznych sklepach.

OPINIA KURATORA:
Milena jest osobą zdemoralizowaną, niechętną do współpracy, wnioskował o umieszczenie ciężarnej dziewczyny w ośrodku poprawczym

  • Teraz pytanie czy decyzja została słusznie wydana? 
  • Czy ktoś zastanawiał się nad powodami postępowania tego dziecka, bo przecież nadal jest ona dzieckiem,- dzieckiem potrzebującym ciepła i opieki w tak trudnym dla niej czasie.
  • Czy wy mając 16 lat poradzilibyście sobie z ludźmi patrzącymi na wasz ciążowy brzuch jak na największy grzech świata? 
  • A może dalibyście sobie radę utrzymać siebie i swoje kilkuletnie rodzeństwo? 
  • Zastanowił się ktoś z was dlaczego wagarowała i kradła?

Zaskakujące jest to jak mało w naszym świecie jest empatii i współczucia. Przyzwyczajeni do dobra materialnego nie umiemy wczuć się w sytuacje osoby mającej gorzej.

  • Przyznajcie się ilu z was podjęło by walkę o wychowanie młodszego rodzeństwa?
  • Ilu z was próbowało by zapewnić minimum normalnego dzieciństwa tym dzieciom?  
  • A kto z was poszedł by do szkoły w starych, brudnych ubraniach bez podstawowych przyborów szkolnych? 
  • Kto z was z kamienną miną i bez nuty agresji znosił by szykanowanie ze strony rówieśników?

Ja wiem, mam na tyle świadomości i empatii w sobie by zastanowić się choć chwilę nad motywami postępowania tej młodej osoby…

Wagarowała bo chciała opiekować się rodzeństwem i chciała uniknąć wyśmiewania się w szkole z tego że ma gorzej, miała dość dokuczania i wytykania palcami.

Kradła by zapewnić rodzeństwu jedzenie, nie dbała o siebie a o dwójkę tych małych, niczemu niewinnych dzieci, chciała im zapewnić dzieciństwo jakiego sama nigdy nie miała.

Wydalono ją ze szkoły nie za bójki i agresję a za to, że zaszła w ciąże, zastanawia mnie to czy to tak bardzo deprawowało rówieśników Mileny, bo dawała zły przykład?
Przecież ta ciąża jest owocem wielkiej młodzieńczej miłości jej i Jaśka, który jest zachwycony wieścią o tym że zostanie ojcem.
 Gdyby w szkołach było więcej zajęć życiowych a nie tylko teoretycznych, gdyby pedagog i rodzice uświadamiali by młodych o antykoncepcji i potencjalnych konsekwencjach współżycia w tak młodym wieku tej ciąży można było by zapobiec. Ale po co wspierać i pomagać, lepiej umywać ręce i olać sprawę.

Jak myślicie jaki tu popełniono błąd? Chcecie przeczytać o dalszych losach dziewczynki? Jeśli tak komentujcie i udostępniajcie wpis a już niebawem będą kolejne….



zanim ocenimy

Diagnoza Antka



kilka słów o sobie

Zanim zacznę pisać dodam kilka słów o sobie,

Pomimo młodego wieku, a mam już prawie 25 lat, posiadam spory bagaż doświadczeń. 
Wiele z nich jest ciekawych, inne są nudne, jeszcze inne traumatyczne a niektóre napędzają mnie do dalszego działania.
Wbrew pozorom życie nie jest tak piękne jak by się wydawało, ale ja czerpię z niego to co najlepsze.

Studiowałam pedagogikę resocjalizacyjną,- wybór był prosty, w domu rodzice zaszczepili mi miłość do drugiego człowieka i chęć pomocy innym, pomimo tego iż całe moje dzieciństwo nie było łatwe, jedno im zawdzięczam, wiarę w drugiego człowieka. Od najmłodszych lat intrygowały mnie problemy społeczne, chęć pomagania.

Nikt nie wierzył, że w życiu coś osiągnę a jednak, skończyłam technikum z niezłym jak na moje możliwości wynikiem, jedno wiem na pewno nigdy nie zostanę chemikiem czy matematykiem ;)😇😇
Z przedmiotów ścisłych i językowych ograniczałam się do minimum, pozostałe przedmioty zaś uwielbiałam, już wtedy dużo czytałam, miałam wiele zainteresowań. Psychologia, polski, ekonomia nie była mi obca, ale jak każdemu zdarzały mi się wagary i przysłowiowe "pały".

Zainteresowania zaszczepione właśnie już wtedy zmieniły tok myślenia, uwierzyłam w siebie i swoje możliwości, wyjechałam do innego miasta, studiowałam, - uwierzycie ja szara myszka, nieuk totalny, noga z matmy na studiach? Wydawało mi się to niewiarygodne a jednak się udało. Byłam studentką, pewność siebie nadal zaniżona, brak wiary we własne możliwości a jednak na sesjach zbierałam same piątki. Długo nie mogłam uwierzyć w swój sukces. Bo przecież nikt nie wierzył w  moje możliwości, nawet ja sama...

Poznałam nowych przyjaciół,różniliśmy się totalnie charakterami, to oni dawali mi wiarę, że jeśli chce i potrafię to mogę wszystko. No i udało się, co prawda tylko częściowo, ale zawsze to coś. Uwierzyłam w siebie, spełniałam się podczas zajęć, zdobywałam wiedzę tak istotną dla mnie, moje zainteresowania wreszcie miały sens. To było niewiarygodne, coś co kiedyś wydawało się głupim marzeniem stawało się rzeczywistością.

Blog ten chcę poświęcić wielu ciekawym, ale też trudnym wspomnieniom, nie tylko moim, ale też innym, niektóre zdarzenia będą przerysowane z własnych doświadczeń i otaczających mnie ludzi, inne będą fikcyjne, co wcale nie oznacza, że one również nie mogły mieć miejsca w życiu każdego z nas. Dotyczył on będzie problemów społeczeństwa współczesnego, tego jak my postrzegamy dzieci z problemami, te z rodzin patologicznych i te z rodzin na pozór normalnych, to my skreślamy kogoś tylko dlatego ze kradł- a przecież nie wiemy dlaczego to robił. Czy dziewczyna z ośrodka poprawczego ma prawo kochać swoje dziecko i dlaczego jej odbierają możliwość budowania więzi z tym dzieckiem? Bo kim my jesteśmy by oceniać drugiego człowieka? Mamy jakieś większe prawa, przywileje a może specjalny status?

Na podstawie szczegółowej diagnozy każdego z przypadków pokażę Wam jak bardzo się mylimy oceniając drugiego człowieka po pozorach.